Dyson Spot+Scrub AI to jeden z najbardziej nietypowych robotów premium na rynku. Ten kultowy w Polsce producent nie próbuje kopiować konkurentów, tylko stawia na swój własny design, bezworkową stację, znacznie prostszą aplikację i bardzo dużego robota. Ten sprzęt został zaprojektowany przede wszystkim jako zaawansowany robot do twardych podłóg i trudniejszych zabrudzeń, a nie jako mistrz odkurzania długich dywanów.
Dyson Spot+Scrub AI wchodzi do segmentu, w którym konkurencja jest dziś wyjątkowo mocna i wyścig technologiczny nabiera ogromnego tempa. Najlepsze roboty sprzątające nie są już tylko automatycznymi odkurzaczami z funkcją przecierania podłogi. To złożone systemy czyszczące, które jednocześnie mapują dom, rozpoznają przeszkody, dobierają tryb pracy do rodzaju zabrudzeń, piorą elementy mopujące, suszą je, dozują detergent i coraz częściej próbują samodzielnie decydować, jak dokładnie mają posprzątać konkretną strefę. Mój Roborock potrafi nawet sam sprzątać rozrzucone kapcie i skarpetki. W takim otoczeniu konkurencyjnym sam napis Dyson na obudowie może już nie wystarczać, choć bez wątpienia marka Dyson jest uwielbiana przez Polaków. W robotach trzeba dać użytkownikowi jednak jakąś realną przewagę nad bardzo dopracowaną i mocną konkurencją.

Spot+Scrub AI jest właśnie próbą zbudowania takiej przewagi, ale nie przez kopiowanie klasycznej recepty Dreame czy Roborock. Dyson postawił w nim na wałek mopujący, który przez cały czas pracy jest myty świeżą wodą. Tym chce przekonać, że lepiej od wielu konkurentów radzi sobie z doczyszczaniem twardych podłóg. To sprzęt o bardzo mocnych, wręcz wyróżniających cechach, ale też z kilkoma kompromisami, które w tej półce cenowej trudno przemilczeć. Największą siłą jest mopowanie i bardzo rozbudowane samooczyszczenie. Największe znaki zapytania pojawiają się przy pracy na trudniejszych dywanach, poziomie hałasu oraz w aplikacji.
To konstrukcja dla użytkownika, który oczekuje przede wszystkim bardzo dobrego mycia podłóg twardych i wysokiej higieny eksploatacji. Jeżeli natomiast ktoś szuka najbardziej kompletnego pakietu funkcji, najbardziej rozbudowanej aplikacji i absolutnie najmocniejszego zestawu możliwości w każdej kategorii, to w tej klasie cenowej nadal musi patrzeć również na najnowsze topowe modele Dreame i Roborock.

Cena Dysona Spot+Scrub AI wynosi 4999 zł, więc mówimy o urządzeniu z najwyższej półki. To poziom, na którym klient nie kupuje już tylko sprawnego robota, ale pełnoprawny system sprzątający, który powinien być dopracowany sprzętowo, programowo i eksploatacyjnie. W praktyce jest to też pułap, na którym porównanie z konkurencją staje się wyjątkowo wymagające, bo za podobne pieniądze lub niewiele więcej można kupić modele oferujące jeszcze bogatsze stacje dokujące, bardziej rozbudowane oprogramowanie, aktywne systemy podnoszenia podwozia czy bardziej wszechstronną pracę na dywanach.
Porównanie z aktualnymi flagowcami Dreame i Roborock wypada jeszcze ciekawiej. W tej klasie cenowej naturalnymi punktami odniesienia są dziś konstrukcje pokroju Dreame X60 Max Ultra Complete, sporo tańszy Dreame Aqua10 Ultra Roller, Dreame Matrix 10 Ultra, Roborock Saros 20 czy Roborock Saros Z70. Każdy z tych modeli idzie w trochę innym kierunku, ale wspólny mianownik jest prosty. Konkurenci bardzo mocno inwestują w smuklejsze obudowy, bardziej rozbudowane aplikacje, skuteczniejsze pokonywanie przeszkód terenowych, aktywne podnoszenie elementów robota oraz jeszcze bogatszą logikę automatyzacji.
Dyson broni się inaczej. Nie stawia na listę rekordów i marketingowych liczb, tylko na konkretny sposób sprzątania. Wałek, który czyści się przy każdym obrocie, realnie odróżnia ten model od wielu konstrukcji z padami. Bezworkowa stacja jest wygodna i ogranicza koszty eksploatacyjne. Problem w tym, że za 4999 zł klient ma pełne prawo oczekiwać także bardziej rozbudowanego oprogramowania, równie mocnego odkurzania na dywanach i jeszcze pełniejszej kompletności całego pakietu. Z tego powodu cenę Dysona da się obronić, ale tylko wtedy, gdy priorytetem użytkownika jest przede wszystkim mopowanie i higiena pracy, a nie absolutna przewaga w każdej kategorii.

Dyson Spot+Scrub AI nie jest w ogóle podobny do większości robotów sprzątających dostępnych na rynku, a to w tej kategorii coraz rzadsze. Mamy charakterystyczny dla marki język wzorniczy, czyli mocno techniczny styl, transparentny pojemnik na kurz, wyraźne akcenty kolorystyczne i stację, która nie wygląda jak zwykły prostokątny klocek. Sama forma jest bardzo efektowna i od razu pokazuje, że Dyson chce się odróżniać wizualnie tak samo mocno, jak odróżnia się koncepcyjnie. Ten design trzeba pokochać, bo jest nad wyraz specyficzny i do niektórych wnętrz może nie do końca pasować.
Jakość wykonania stoi na wysokim poziomie. Plastiki są dobrze spasowane, elementy ruchome nie sprawiają wrażenia delikatnych, a całość wygląda solidnie. Pojemniki na czystą i brudną wodę są wygodne w wyjmowaniu i ponownym osadzaniu. Zastrzeżenie można mieć do pojemnika na kurz (w stacji dokującej nie ma worka). Gdy w środku pojemnika jest czysto, to wygląda on bardzo nowocześnie i „designersko”, ale gdy zbierze się w nim kurz, to jego obserwowanie przez szybę nie sprawia większej przyjemności.

Sam robot jest ogromny. Jego wysokość wynosi około 11 cm, co dziś trzeba traktować jako realne ograniczenie. W praktyce oznacza to, że nie wjedzie pod część niskich sof, łóżek i komód, pod które topowe, smuklejsze modele konkurencji potrafią się jeszcze przecisnąć. Stacja również nie należy do małych – jest większa od tych stosowanych przez konkurencję. Jest dopracowana i funkcjonalna, ale trzeba wygospodarować dla niej sensowne miejsce, bo nie jest to sprzęt, który łatwo schować w ciasnym kącie.
Zestaw sprzedażowy jest poprawny, ale jak na tę półkę cenową pozostawia niedosyt. Producent w pudełku nie dodał żadnych zapasowych elementów i detergentu, który jest potrzebny do korzystania z odkurzacza.

Producent deklaruje moc ssania do 18 000 Pa, czas pracy do 200 minut i ładowanie w około 3 godziny. Robot korzysta z nawigacji opartej na dToF LiDAR, kamerze HD oraz zestawie licznych czujników wspieranych przez algorytmy AI. W praktyce ten zestaw rzeczywiście przekłada się na bardzo dobre mapowanie mieszkania i bardzo skuteczne omijanie drobnych przeszkód.
Wymiary robota to mniej więcej 37 x 37,3 cm przy wysokości około 11 cm. Ważnym elementem konstrukcji jest wałek mopujący z systemem stałego nawadniania, który w trakcie pracy jest nieustannie oczyszczany. Wałek może wysuwać się przy krawędziach na około 4 cm, a przy wjeździe na dywan unosi się o 10 mm. To ważne, bo już sama specyfikacja pokazuje, że Dyson projektował ten model przede wszystkim z myślą o podłogach twardych i o unikaniu wtórnego rozmazywania brudu. Wysuwanie wałka na boki to jedna z większych zalet tego modelu.

Stacja dokująca jest bezworkowa i cyklonowa. To jest rozwiązanie, które może spodobać się sporej części klientów – tego nie mają też konkurenci. Zbiornik na kurz ma według producenta wystarczać nawet na około 100 dni, choć w praktyce warto traktować tę deklarację z dystansem i opróżniać pojemnik częściej, zwłaszcza przy intensywnym użytkowaniu. Zbiorniki na wodę czystą i brudną mają po około 2 litry. Stacja myje wałek ciepłą wodą o temperaturze około 60 stopni i suszy go ciepłym powietrzem o temperaturze około 45 stopni. Z punktu widzenia higieny to jeden z najmocniejszych punktów całego urządzenia.

Najbardziej charakterystyczną funkcją Spot+Scrub AI jest wykrywanie zabrudzeń z pomocą kamery, zielonego podświetlenia i algorytmów analizujących to, co znajduje się przed robotem. W praktyce działa to tak, że urządzenie nie tylko dostrzega kurz czy plamę, ale potrafi także dobrać sposób reakcji. Jeżeli widzi bardziej uporczywe zabrudzenie, potrafi wrócić do danego miejsca, doczyścić je ponownie, a nawet w razie potrzeby wrócić do stacji, przepłukać wałek i dopiero wtedy wznowić mycie.
Druga rzecz to sam system mopowania. Wałek jest stale zasilany świeżą wodą i oczyszczany przy każdym obrocie. Dzięki temu Dyson próbuje uniknąć zjawiska, które w klasycznych systemach z padami pojawia się bardzo często, czyli rozmazywania brudu po podłodze. Podczas jazdy przy krawędziach wałek wysuwa się na bok, co realnie poprawia domywanie przy ścianach i wzdłuż listew. Gdy robot wykryje dywan, mokry wałek automatycznie się unosi, ale konkurenci ze zwykłymi obrotowymi mopami potrafią już zostawiać mopy w bazie i też bardziej unosić podwozie, co jest przydatne przy wjeździe na wysokie dywany.
Bardzo dobrze wypada system omijania przeszkód. W codziennym użytkowaniu Spot+Scrub AI naprawdę ostrożnie obchodzi się z kablami, skarpetami, zabawkami czy innymi małymi obiektami.
Aplikacja MyDyson jest bardzo prosta, czytelna i zaskakująco łatwa do opanowania. Można tu tworzyć i edytować mapy, łączyć oraz dzielić pomieszczenia, ustawiać harmonogramy, wybierać tryby sprzątania, sterować ilością wody, aktywować mycie gorącą wodą, ustawiać pracę z detergentem, zarządzać częstotliwością samoczyszczenia wałka w trakcie sprzątania, ręcznie uruchamiać funkcje stacji, sprawdzać stopień zużycia materiałów eksploatacyjnych oraz kontrolować głosowe komunikaty robota. Jest także integracja z Amazon Alexa i Google Home oraz możliwość aktualizacji oprogramowania. Brzmi dobrze, ale trzeba dodać ważne zastrzeżenie. Ta aplikacja jest przejrzysta właśnie dlatego, że jest dość podstawowa. Nie ma tu poczucia tak rozbudowanej automatyki, scenariuszy i szczegółowej personalizacji, jaką oferują najlepsi konkurenci. Do codziennego używania wystarcza, lecz w segmencie premium pozostawia niedosyt. Ta apka może się natomiast spodobać użytkownikom, którzy nie są „technologiczni” i skomplikowane platformy Dreame i Roborock mogą ich przerażać ilością dostępnych ustawień. Aplikacja jest dostępna po polsku, ale komunikaty głosowe robota nie mają polskiej wersji językowej.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Na twardych podłogach wałek robi świetną robotę. Nie tylko zbiera świeże zabrudzenia, ale też skutecznie domywa ślady, z którymi tradycyjne pady radzą sobie dużo gorzej. Największa zaleta tkwi w tym, że wałek przez cały czas pracy ma kontakt ze świeżą wodą i nie pracuje jak klasyczna mokra szmatka, która po chwili zaczyna tylko przesuwać brud z miejsca na miejsce. W codziennym sprzątaniu widać to bardzo wyraźnie. Podłoga po zakończeniu pracy wygląda po prostu czyściej.
Dobrze działa również logika ponownego czyszczenia zabrudzonego miejsca. Gdy robot widzi trudniejszą plamę, potrafi wrócić, zwiększyć intensywność pracy i potraktować strefę bardziej punktowo. To nie jest funkcja idealna w stu procentach, bo czasem algorytm bywa zbyt ostrożny albo zbyt zachowawczy, ale ogólna koncepcja jest bardzo dobra. W połączeniu z myciem wałka w stacji i późniejszym suszeniem daje to poczucie, że Dyson bardziej dba o końcowy efekt, a nie tylko chce raz przejechać i mieć cały proces „zaliczony”.
Przy krawędziach i wokół nóg mebli Spot+Scrub AI również wypada dobrze. Wysuwany wałek realnie pomaga lepiej dojechać do listew i nie zostawia tak szerokiego martwego pasa jak wiele klasycznych konstrukcji. Nadal nie jest to robot idealny w narożnikach. Małe szczotki boczne i geometria obudowy powodują, że w samych rogach oraz w szczelinach nie jest to absolutny lider segmentu. Jeżeli ktoś oczekuje perfekcyjnego wyczyszczenia każdego kąta bez żadnej poprawki, to może się rozczarować. Dyson nadrabia jednak jakością samego mycia otwartej powierzchni i tym, jak dobrze kontroluje czystość wałka.

Z odkurzaniem sprawa jest bardziej złożona. Robot zbiera codzienny kurz, okruchy i sierść sprawnie, lecz w bardziej wymagających testach drobin w szczelinach i fugach nie daje tak mocnego efektu, jakiego spodziewałbym się po urządzeniu tej klasy. Być może wynika to z mniejszej mocy ssania niż u flagowej konkurencji. Na cieńszych i mniej wymagających wykładzinach robot potrafi wypaść dobrze. Pomaga mu automatyczne zwiększanie mocy ssania oraz uniesienie wałka mopującego. Problem zaczyna się na grubszym, wyższym runie. Zdarza mu się radzić przeciętnie, a nawet mieć kłopoty z samą mobilnością, zahaczaniem o krawędzie czy podwijaniem dywanu. To jasno pokazuje, że nie jest to model stworzony z myślą o trudnych dywanach. Pamiętajmy jednak, że coraz więcej klientów w ogóle nie ma w domach dywanów i dla nich te problemy Dysona nie będą miały żadnego znaczenia.
W codziennej eksploatacji trzeba też wspomnieć o dwóch rzeczach. Po pierwsze, robot bywa rekordowo głośny. Dotyczy to głównie części operacji wykonywanych w stacji. Po drugie, zdarza mu się (na szczęście rzadko) uderzać w większe meble. Drobne przeszkody rozpoznaje świetnie, ale przy dużych elementach wyposażenia potrafi być mniej delikatny od konkurentów.
Dyson jest rewelacyjny w mopowaniu i w higienie pracy, bardzo dobry w omijaniu przeszkód, ale już nie tak jednoznacznie wybitny w klasycznym odkurzaniu, pracy w narożnikach i na grubych dywanach.

Zalety Dyson Spot+Scrub AI
Wady Dyson Spot+Scrub AI

Dyson Spot+Scrub AI to jeden z najciekawszych robotów sprzątających ostatnich miesięcy, bo nie próbuje być kopią aktualnych liderów rynku. Oferuje nam mocne, higieniczne mopowanie, bezworkową stację dokującą i świetne omijanie drobnych przeszkód.
Jednocześnie nie jest to robot bez wad. Wysoka cena wymusza ostrzejsze kryteria oceny, a wtedy należy wymienić ograniczenia aplikacji, gabaryty, głośną pracę stacji dokującej, mniej pewne zachowanie na grubych dywanach oraz to, że samo odkurzanie nie robi aż takiego wrażenia, jak można by oczekiwać po urządzeniu z logo Dyson. To model, który potrafi zachwycić w konkretnych scenariuszach, ale nie wygrywa w każdej konkurencji.
Dysona można polecić przede wszystkim osobom, które chcą naprawdę dobrego mycia bez rozmazywania brudu, wysoko cenią higienę całego systemu i mają w domu sporo drobnych przeszkód, z którymi robot musi sobie radzić samodzielnie. To także dobry wybór dla użytkowników zmęczonych workami w stacji oraz dla tych, którzy wolą prostszą, bardziej przejrzystą aplikację od rozbudowanych, ale bardziej skomplikowanych systemów sterowania.
Mniej przekonany będę w przypadku osób mających dużo grubych dywanów, bardzo niskie meble albo oczekujących najbardziej rozbudowanego pakietu funkcji premium w każdej kategorii. W takim układzie topowe Dreame i Roborock nadal pozostaną lepszym wyborem.
Dyson Spot+Scrub AI nie jest królem uniwersalności i nie jest najbardziej kompletną maszyną w klasie premium, ale należą mu się brawa przede wszystkim za to, że jest oryginalny i wyróżnia się z tłumu innych urządzeń tego typu.