Osobisty system chłodzenia 3 w 1 - Shark ChillPill — drogi sposób na upał

Newsy | Recenzje
Opinie: 0
Osobisty system chłodzenia 3 w 1 - Shark ChillPill — drogi sposób na upał

 

Shark ChillPill to nie jest zwykły mały wiatraczek z bazaru, to ma być osobisty klimatyzator. Shark nazywa go osobistym systemem chłodzenia 3 w 1, bo w jednym urządzeniu łączy trzy końcówki: klasyczny wentylator, moduł mgiełki wodnej oraz płytkę chłodzącą InstaChill, którą przykłada się bezpośrednio do skóry. Brzmi trochę jak gadżet z TikToka, ale w czasie obecnych upałów w Polsce taki sprzęt nagle zaczyna mieć więcej sensu, niż sugerowałby jego dość zabawkowy wygląd.

Shark to marka należąca do grupy SharkNinja, znanej przede wszystkim z odkurzaczy, urządzeń do sprzątania, wentylatorów, sprzętów kuchennych Ninja oraz produktów z kategorii beauty i home. Firma od lat próbuje łączyć sprzęt AGD z efektownym, konsumenckim designem i mocnym marketingiem. ChillPill wpisuje się w tę strategię: jest mały, ładnie zaprojektowany, kolorowy, łatwy do pokazania w stories przez influencerów.

Problem polega na tym, że ta obietnica kosztuje w Polsce bardzo dużo. Na stronie SharkNinja standardowa wersja Shark ChillPill w kolorze czarnym kosztuje 559,99 zł, a wariant z etui podróżnym 659,99 zł. Do tego dochodzą akcesoria sprzedawane osobno: klips mocujący za 69,99 zł i uchwyt za 99,99 zł. W materiałach producent pokazuje urządzenie przypięte do paska, ramienia, wózka, roweru czy sprzętu treningowego, ale w naszym zestawie dostaliśmy tylko urządzenie, końcówki i mały woreczek.

 

Mobilna klimatyzacja Shark - test

 

Co właściwie robi Shark ChillPill?

ChillPill jest modułowy. Główna część urządzenia ma cylindryczną konstrukcję, niewielki ekran pokazujący poziom pracy, pokrętło do regulacji oraz złącze USB-C do ładowania. Końcówki wymienia się przez przekręcenie i odblokowanie modułu. Całość jest dość kompaktowa, mieści się w dłoni i wygląda jak dopracowany gadżet.

Pierwszy tryb to wentylator. Ma 10 poziomów mocy i może pracować pod różnymi kątami, bo konstrukcję można obracać. Producent deklaruje mocny strumień powietrza, a w materiałach pojawia się informacja o wyrzucie powietrza z prędkością do 7,5 m/s przy odpowiedniej nasadce zwiększającej wydajność. W praktyce niższe poziomy przydają się raczej w spokojnym pomieszczeniu, przy biurku, w pociągu albo w hotelu. Na zewnątrz, przy prawdziwym upale, sens zaczyna się od średnich i wyższych ustawień. Wtedy jednak rośnie hałas i szybciej spada bateria. Poziom 1 daje bardzo długi czas pracy, ale realne chłodzenie w gorącym klimacie zaczyna się dopiero znacznie wyżej — w okolicach poziomu 7–10.

Drugi tryb to mgiełka ewaporacyjna. Do specjalnej końcówki wlewa się wodę, a urządzenie rozpyla delikatną mgiełkę. To nie jest silny spryskiwacz, który zalewa twarz i koszulkę, ale raczej delikatny chłodny obłok. W teorii ma to dawać efekt odświeżenia bez uczucia mokrej skóry. W testach faktycznie ten tryb wypada najlepiej wtedy, gdy jesteśmy blisko urządzenia i nie ma dużego wiatru. Przy lekkim podmuchu mgiełka szybko ucieka, więc trudno mówić o dużym zasięgu. Zaletą jest natomiast natychmiastowe uczucie ulgi, szczególnie w bardzo dusznym miejscu, np. w aucie stojącym na słońcu, na przystanku albo na rozgrzanym tarasie. Wadą jest krótki czas działania zbiorniczka - mgiełka trwa kilka minut, a później trzeba było dolewać wodę.

Trzeci tryb jest najbardziej oryginalny. To płytka chłodząca InstaChill, czyli metalowa powierzchnia, którą przykłada się do karku, policzka, skroni, nadgarstka albo szyi. Producent deklaruje, że płytka może obniżyć temperaturę skóry nawet o 9°C. To właśnie ta funkcja najbardziej odróżnia ChillPilla od tanich wentylatorków. Wentylator dmucha powietrzem o temperaturze otoczenia, mgiełka daje krótkie odświeżenie, a płytka faktycznie daje uczucie kontaktu z czymś zimnym — trochę jak przyłożenie schłodzonej puszki napoju do szyi.

 

Mobilna klimatyzacja Shark - test

 

Najlepsze jest nie to, co wygląda najlepiej na reklamach

Na zdjęciach reklamowych najefektowniej wygląda mgiełka i montaż urządzenia do wózka, roweru albo paska. W praktyce najbardziej przekonująca wydaje się jednak płytka chłodząca. To ona daje najbardziej „technologiczny” efekt i najmocniej uzasadnia, że mamy do czynienia z czymś więcej niż zwykłym wiatrakiem na USB.

Przykładamy ją do karku i od razu czuć zimno. Nie jest to oczywiście klimatyzacja, która schłodzi całe ciało, ale w czasie upału może przynieść szybką ulgę. To szczególnie przyjemne w komunikacji miejskiej, w kolejce, na spacerze, na plaży, po treningu albo podczas podróży samochodem, gdy kabina dopiero zaczyna się chłodzić. Zimny kompres „na żądanie” działa bardzo przyjemnie.

 

Mobilna klimatyzacja Shark - test

 

Wiatraczek działa, ale cudów nie robi

Sam wentylator jest poprawny. Przy niższych poziomach jest raczej delikatny, przy wyższych daje już realny strumień powietrza, ale robi się głośniejszy. To typowy kompromis w małych urządzeniach: albo jest cicho, albo mocno. Przy polskich upałach, gdy temperatura w mieście przekracza 30°C, a asfalt i beton oddają ciepło jeszcze długo po zachodzie słońca, zwykłe dmuchanie ciepłym powietrzem ma ograniczony sens. Wentylator pomaga, gdy skóra jest lekko wilgotna, gdy siedzimy w cieniu albo gdy potrzebujemy punktowego przewiewu przy twarzy. Nie zastąpi jednak klimatyzacji i nie sprawi, że marsz w pełnym słońcu nagle stanie się komfortowy.

Zaletą jest regulacja. Dziesięć poziomów pozwala dopasować siłę nawiewu do sytuacji. W pomieszczeniu wystarczy poziom niski lub średni. Na zewnątrz trzeba kręcić wyżej. W jednym z testów bateria na poziomie 5 działała ponad 7 godzin, czyli dłużej niż zakładała instrukcja testera, co jest dobrą informacją. Maksymalne ustawienia są jednak dużo bardziej energożerne — producent w materiałach zagranicznych podaje do 11 godzin na najniższym poziomie i około 1,5 godziny na najwyższym.

 

Mobilna klimatyzacja Shark - test

 

Mgiełka jest świetna, ale tylko przez chwilę

Tryb mgiełki to funkcja, którą łatwo sprzedać na filmie, bo wygląda efektownie. W praktyce rzeczywiście potrafi dać miłe uczucie chłodu. Najlepiej działa z bliska, skierowana na twarz, szyję albo kark. W upale może dać natychmiastową ulgę, szczególnie gdy powietrze stoi i nie ma naturalnego przewiewu.

Ale jest też druga strona: pojemność zbiorniczka jest mała, więc mgiełka nie działa długo. Trzeba pamiętać o dolewaniu wody i o wymiennych knotach (są w zapasie).

Akcesoria powinny być w pudełku

Największy problem Shark ChillPill nie leży w samym działaniu. To urządzenie faktycznie chłodzi, faktycznie daje przyjemne efekty i faktycznie jest dobrze zaprojektowane. Problemem jest cena i polityka akcesoriów.

Akcesoria mocujące są sprzedawane oddzielnie. W podstawowej wersji dostajemy tylko mały woreczek, który pozwala spakować gadżet, ale nie zmienia go w wygodny system chłodzenia w podróży.

Przy wariancie 659,99 zł z etui i dodatkowych płatnych mocowaniach robi się już bardzo drogo. Zwłaszcza że wiele prostszych wentylatorów z funkcją mgiełki kosztuje wielokrotnie mniej. Nie będą tak eleganckie, nie będą miały takiej płytki chłodzącej, ale dla wielu osób „wystarczająco dobre” może wygrać z „ładne i sprytne, ale drogie”.

 

Mobilna klimatyzacja Shark - test

 

Dla kogo to ma sens?

Shark ChillPill ma najwięcej sensu dla osób, które dużo podróżują, źle znoszą upały, często stoją w kolejkach, chodzą na plenerowe wydarzenia, jeżdżą komunikacją, spędzają czas na działce, na plaży, na placu zabaw albo uprawiają lekką aktywność na zewnątrz. To także ciekawy gadżet dla osób, które lubią sprytne urządzenia i nie mają problemu z tym, że za markowy, dobrze wyglądający produkt płaci się więcej.

Może też sprawdzić się u osób, które potrzebują szybkiego, punktowego chłodzenia: na kark, nadgarstek, skronie albo twarz. Tu płytka InstaChill jest naprawdę przyjemna i robi większe wrażenie niż zwykły nawiew. W polskich warunkach, szczególnie przy coraz częstszych falach upałów, taki sprzęt nie przestaje być absurdalny.

Nie jest to jednak zakup rozsądny w klasycznym sensie. To gadżet premium do bardzo konkretnej potrzeby. Działa, ale nie czyni cudów. Pomaga, ale nie zastąpi klimatyzacji. Jest poręczny, ale pełnię możliwości pokazuje dopiero z dodatkowymi akcesoriami. Jest efektowny, ale bardzo drogi.

 

Mobilna klimatyzacja Shark - test

 

Werdykt: fajny, ale bardzo drogi

Największe plusy są trzy: płytka chłodząca, mgiełka wodna i format podróżny. Największe minusy też są trzy: cena, krótki czas działania mgiełki i brak akcesoriów mocujących w podstawowym zestawie.

Ten gadżet naprawdę może się przydać — w podróży, na spacerze, w kolejce, na wydarzeniu plenerowym, na działce czy w rozgrzanym mieście.

Jednocześnie cena jest zabójcza. 559,99 zł za podstawową wersję i 659,99 zł za zestaw z etui to poziom, przy którym trudno mówić o impulsywnym zakupie na lato. To raczej prezent, fanaberia albo sprzęt dla kogoś, kto naprawdę źle znosi wysokie temperatury i wie, że będzie korzystał z niego często.

Shark ChillPill jest znacznie ciekawszy niż zwykły wiatraczek, ale też znacznie droższy, niż powinien być. W czasie upałów potrafi dać przyjemną ulgę, a płytka chłodząca jest jego najmocniejszym argumentem. Gdyby akcesoria do noszenia były w zestawie, byłby dużo łatwiejszy do polecenia. W obecnej formie to bardzo fajny, bardzo wakacyjny i bardzo drogi gadżet dla tych, którzy chcą mieć przy sobie własną miniaturową strefę chłodu.

 

 

Opinie:

Rekomendowane:

Akcje partnerskie: