Sprawdziliśmy internet w Dreamlinerze LOT-u do San Francisco

Newsy | Recenzje
Opinie: 0
Sprawdziliśmy internet w Dreamlinerze LOT-u do San Francisco

 

LOT zaczął wdrażać internet na pokładach swoich Dreamlinerów, a my sprawdziliśmy usługę w praktyce podczas jednego z pierwszych rejsów do San Francisco. Test odbył się na trasie Warszawa – San Francisco, na pokładzie rejsu LOT37.

 

Sprawdziliśmy internet w Dreamlinerze LOT-u do San Francisco

 

Dostawcą usługi w LOT jest Viasat, a nie Starlink. To istotna informacja, bo Starlink w lotnictwie zbiera obecnie najlepsze wyniki w testach jakości i prędkości połączenia. LOT wybrał jednak rozwiązanie Viasat Amara i to właśnie z nim pasażerowie będą mieli do czynienia w Dreamlinerach polskiego przewoźnika. Usługa działa przez sieć FlyLot Wi-Fi, a logowanie odbywa się przez stronę wi-fi.lot.com. Instrukcja jest dostępna także na pokładzie, na specjalnej karcie informacyjnej. W praktyce proces jest prosty: wybieramy sieć FlyLot Wi-Fi i przechodzimy do strony logowania.

 

Sprawdziliśmy internet w Dreamlinerze LOT-u do San Francisco

 

LOT oferuje dwa płatne warianty usługi. Tańszy pakiet Chat kosztuje 7 dolarów i służy głównie do komunikatorów tekstowych. Pełniejszy dostęp, opisany jako LOT Paid Premium Full Flight, kosztuje 29 dolarów za cały lot. To właśnie ten drugi wariant testowaliśmy. Pełny dostęp do internetu bez dodatkowej opłaty otrzymują tylko pasażerowie LOT Business Class oraz wybrani uczestnicy Miles & More ze statusem Senator i HON Circle.

 

Sprawdziliśmy internet w Dreamlinerze LOT-u do San Francisco

 

Internet LOT-u, delikatnie mówiąc, nie wygląda imponująco w Speedteście, ale w realnym użyciu działa znacznie lepiej, niż sugerowałyby same liczby. Pomiary pokazywały bardzo wysokie opóźnienia, najczęściej w okolicach 655–728 ms, a czasami także skoki opóźnień powyżej 1900 ms lub 2600 ms. Upload był słaby i oscylował wokół 0,88–1,07 Mb/s. Download wyglądał dużo lepiej, bo w kilku pomiarach pojawiły się wyniki 71,8 Mb/s, 89,3 Mb/s oraz 95,8 Mb/s. Problem polega na tym, że klasyczny Speedtest w samolocie nie oddaje całego doświadczenia. Przy takiej usłudze liczy się nie tylko maksymalna prędkość pobierania, ale też stabilność sesji, zachowanie aplikacji, opóźnienia i to, czy popularne usługi faktycznie da się uruchomić.

 

Sprawdziliśmy internet w Dreamlinerze LOT-u do San Francisco Sprawdziliśmy internet w Dreamlinerze LOT-u do San Francisco

 

W praktyce testowane przez nas usługi działały poprawnie. Materiały wideo z YouTube’a uruchamiały się i można było je oglądać bez poczucia, że korzystamy z internetu awaryjnego. Działał także Netflix, co dla pokładowego internetu jest jednym z ważniejszych testów użytkowych. Streaming jest usługą bardziej wymagającą niż poczta, komunikatory czy przeglądanie prostych stron, więc jego działanie pokazuje, że LOT-owskie Wi-Fi nie jest marketingową wydmuszką.

 

Bez problemu działały także połączenia głosowe przez Wi-Fi, czyli VoWiFi.

 

Sprawdziliśmy internet w Dreamlinerze LOT-u do San Francisco Sprawdziliśmy internet w Dreamlinerze LOT-u do San Francisco

 

Można było korzystać także z mniej wymagających usług, takich jak poczta, przeglądanie stron czy komunikatory. Mail, WhatsApp, Messenger, iMessage oraz inne komunikatory nie stanowią dla tej usługi większego wyzwania. To właśnie w takim scenariuszu pokładowy internet LOT-u ma największy sens. Można odebrać pilną wiadomość, wysłać odpowiedź, sprawdzić dokument, skontrolować kalendarz, załatwić prostą sprawę służbową i nie znikać z sieci na kilkanaście godzin.

 

W ramach żartu z pokładu Dreamlinera uruchomiliśmy także odkurzanie w domu. Aplikacja robota sprzątającego połączyła się z urządzeniem, załadowała mapę mieszkania i pozwoliła rozpocząć sprzątanie. Podobnie dobrze zadziałał podgląd kamer w domu. Można więc sprawdzić, co dzieje się w mieszkaniu, mimo że fizycznie jesteśmy kilka tysięcy kilometrów dalej i poruszamy się z prędkością przelotową Dreamlinera.

 

W czasie lotu pojawił się komunikat o chwilowej niedostępności usługi. Portal informował, że internet jest aktualnie niedostępny i pasażer zostanie powiadomiony, gdy łączność wróci. Ta przerwa dotyczyła najprawdopodobniej momentu, gdy samolot znajdował się nad Grenlandią (przerwa była niezbyt długa).

 

 

Sprawdziliśmy internet w Dreamlinerze LOT-u do San Francisco Sprawdziliśmy internet w Dreamlinerze LOT-u do San Francisco

 

Największymi ograniczeniami pozostają upload i ping. Wysyłanie dużych plików, ciężkich materiałów wideo, archiwów zdjęć czy praca wymagająca stałej, szybkiej synchronizacji z chmurą nie jest najlepszym pomysłem. Pokładowy internet LOT-u lepiej traktować jako usługę do komunikacji, konsumpcji treści, lekkiej pracy i awaryjnego dostępu do sieci. Do montowania materiału wideo w chmurze, przesyłania dużych paczek plików albo grania online się nie nadaje. Opóźnienia i upload szybko przypominają, że to nadal łączność z pokładu samolotu. Znacznie lepsze wyniki pod tym względem osiągał testowany przez nas wcześniej w Europie internet pokładowy dostarczany przez Starlinka.

 

Cena 29 dolarów za pełny dostęp przez cały lot nie jest niska, ale na trasie Warszawa – San Francisco można ją uzasadnić długością podróży. Przy locie trwającym około 10 godzin dostęp do sieci zmienia komfort podróży.

 

Internet na trasie do San Francisco sprawia, że długi lot przestaje być cyfrową czarną dziurą. Można pisać, czytać, oglądać, rozmawiać, pracować i nawet włączyć odkurzacz w domu. Jak na usługę uruchamianą dopiero na pierwszych Dreamlinerach LOT-u, to bardzo obiecujący początek. Wybór Starlinka ucieszyłby zapewne wielu fanów tej marki, ale być może rozpoczęcie współpracy z konkurencją jest znacznie prostsze i być może będzie stabilniejsze w dłuższym okresie.

 

Opinie:

Rekomendowane:

Akcje partnerskie: