Orange pokazuje nowy kierunek rozwoju ochrony antydronowej, w którym sieć 5G ma nie tylko zapewniać łączność, ale także działać jako warstwa detekcji. Z wpisu Alaina Bouqueta, dyrektora programu Orange Drone Guardian, wynika, że chodzi o wykorzystanie technologii radio sensing, określanej też jako ISAC, czyli Integrated Sensing and Communication. W takim modelu ta sama infrastruktura 5G może równocześnie obsługiwać komunikację oraz wykrywać i mierzyć zmiany w otoczeniu.
Funkcja sensing to zdolność sieci do wykrywania i analizowania tego, co dzieje się w otoczeniu, a nie tylko do przesyłania danych. W klasycznym ujęciu sieć komórkowa służy do komunikacji. Ma przesłać rozmowę, internet, obraz z kamery czy dane z czujnika. W ujęciu sensing ta sama infrastruktura zaczyna dodatkowo „obserwować” otoczenie przez analizę fal radiowych. Sprawdza, czy w polu działania pojawił się jakiś obiekt, gdzie się znajduje, jak się porusza, z jaką prędkością leci i w którą stronę zmierza. Chodzi o to, że sygnał radiowy nie tylko niesie dane, ale też odbija się od obiektów. Jeśli system umie dobrze analizować takie odbicia i zakłócenia, może z nich wyciągnąć informacje o otoczeniu.
Orange chce wykorzystać istniejące anteny 5G jako sensory zbliżeniowe w systemach walki z dronami. Zasada działania polega na analizie sygnałów radiowych odbitych przez obiekt latający. Na tej podstawie system może określać pozycję drona, jego trajektorię i monitorować zachowanie, bez konieczności instalowania oddzielnego radaru na każdym obiekcie.
Orange opisuje też konkretny scenariusz użycia na przykładzie lotniska wyposażonego w prywatną sieć 5G. W takim układzie anteny 5G obsługują łączność dla ekip naziemnych, systemów kontroli, kamer i zabezpieczeń, a równolegle warstwa radio sensing analizuje zakłócenia fal radiowych wywołane przez niezidentyfikowanego drona. System ma w czasie rzeczywistym wyliczać obecność obiektu, jego kurs, wysokość i trajektorię, a następnie generować profil detekcji opisujący dystans i kąt. Dane trafiają potem do platformy nadzorczej, która może uruchamiać alerty, śledzenie celu, neutralizację albo koordynację działań z odpowiednimi służbami.
W komentarzach do wpisu Orange doprecyzowuje, że wartość tego rozwiązania nie wynika z pojedynczego pomiaru, ale z korelacji sygnałów odbieranych przez wiele komórek sieci 5G. Firma wskazuje, że radio sensing ma działać jako dodatkowa warstwa w architekturze wieloczujnikowej i uzupełniać radary, systemy RF, optykę oraz sensory akustyczne. Platforma Orange Drone Guardian ma następnie scalać te dane i tworzyć jedną, spójną sytuację operacyjną, poprawiając zarówno zasięg obserwacji, jak i jakość decyzji.
Orange ujawnia również przybliżony poziom dokładności obecnego rozwiązania. Według odpowiedzi opublikowanej przez Bouqueta, na obecnym etapie rozwoju ISAC precyzja wynosi kilka metrów, a rozdzielczość kątowa jest wystarczająca do śledzenia trajektorii, zwłaszcza gdy system korzysta z wielu punktów odbioru i zaawansowanego przetwarzania, w tym AI, MIMO i STAP. Jednocześnie firma zaznacza, że taki system nadal pozostaje wyraźnie mniej dokładny niż aktywny radar obrony przeciwlotniczej, ale ma być wystarczający do wykrywania, śledzenia i klasyfikacji dronów w środowisku wielosensorowym.
Bouquet stwierdził, że system można sprzęgać z laserem lub zagłuszaczem. To pokazuje, że Orange widzi radio sensing nie jako samodzielny zamiennik klasycznych systemów obrony, ale jako element szerszego łańcucha wykrycia, identyfikacji i reakcji.
Technologia nadal budzi pytania o praktyczną skuteczność. Krytycy zwracają uwagę na wyzwania związane z dokładnością, zakłóceniami, obciążeniem przetwarzania sygnału, rozróżnianiem celów i kompromisem między funkcją sensing (obserwowania i analizy otoczenia) a pojemnością samej sieci. Pojawia się też wątek odporności infrastruktury w warunkach kryzysowych oraz tego, czy 5G sensing powinien być traktowany przede wszystkim jako uzupełnienie klasycznych radarów, a nie ich zamiennik.