Chery Tiggo 4 Hybrid jest jednym z tych samochodów, które jeszcze kilka lat temu trudno byłoby poważnie traktować jako bezpośrednią konkurencję dla Toyoty, Renault, Skody, Volkswagena czy Forda. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Tiggo 4 jest tego bardzo dobrym przykładem. To SUV/crossover z pogranicza segmentu B i kompaktów, z pełną hybrydą, automatyczną przekładnią, dwoma dużymi ekranami, kamerami 360 stopni, bogatym wyposażeniem i ceną startującą od 95 900 zł. Testowana, lepiej wyposażona wersja Prestige kosztuje 105 900 zł. Samochód nie sprawia wrażenia taniego, nie jeździ jak budżetowa ciekawostka i nie wygląda w środku jak kompromis, który trzeba zaakceptować wyłącznie dlatego, że cena jest niska. Ma za to kilka dziwnych rozwiązań, parę braków wyposażeniowych, ale cały czas należy pamiętać, że to segment B, a nie klasa S Mercedesa, która zresztą też ma swoje ułomności.


Chery to duży koncern motoryzacyjny, który od lat należy do najważniejszych chińskich eksporterów samochodów. Marka Chery jest najbardziej klasyczną, rodzinną częścią całego portfolio, ale wokół niej działa znacznie większy ekosystem. Do grupy Chery należą lub są z nią powiązane m.in. Omoda, Jaecoo, Exeed, Jetour, iCar, Luxeed, Lepas i inne projekty kierowane na różne rynki oraz do różnych grup klientów. W Polsce klienci znają już Omodę i Jaecoo, które zbudowały pierwszą rozpoznawalność koncernu. Chery jako marka główna ma być bardziej rodzinna, praktyczna i mniej „lanserska”. To ma być marka od SUV-ów dla ludzi, którzy chcą dostać dużo samochodu za rozsądne pieniądze. To taka chińska Skoda.
Polska oferta Chery opiera się dziś na rodzinie Tiggo. Najmniejszym modelem jest właśnie Tiggo 4 Hybrid. Wyżej stoi Tiggo 7, dostępny w wersjach spalinowych, hybrydowych i plug-in hybrid. Jeszcze większy jest Tiggo 8, czyli siedmioosobowy SUV rodzinny. Na szczycie gamy znajduje się Tiggo 9 PHEV — duży, mocny, 7-miejscowy SUV plug-in hybrid z napędem 4x4, który stał się też samochodem kojarzonym z Robertem Lewandowskim, globalnym ambasadorem Chery.


W przypadku Chery trzeba bardzo uważnie patrzeć na rocznik, promocję, wersję i finansowanie, bo ceny potrafią się zmieniać wraz z kampaniami sprzedażowymi. Obecnie gama wygląda mniej więcej tak:
|
Model |
Napęd |
Cena od / przykładowa cena promocyjna |
|
Chery Tiggo 4 Hybrid Essential |
pełna hybryda, 163 KM |
95 900 zł |
|
Chery Tiggo 4 Hybrid Prestige |
pełna hybryda, 163 KM |
105 900 zł |
|
Chery Tiggo 7 |
benzyna / HEV / PHEV zależnie od wersji |
od ok. 116 900–124 900 zł w promocjach |
|
Chery Tiggo 7 PHEV |
plug-in hybrid |
od ok. 132 900–136 900 zł w promocjach |
|
Chery Tiggo 8 |
benzyna, 7 miejsc |
od ok. 133 900 zł w promocjach |
|
Chery Tiggo 8 PHEV |
plug-in hybrid |
od ok. 154 900 zł w promocjach |
|
Chery Tiggo 9 PHEV |
plug-in hybrid, 4x4, 7 miejsc |
od 209 900 zł |
Tiggo 4 jest więc modelem podstawowym, którym Chery wchodzi w najtrudniejszy fragment rynku — małe i kompaktowe SUV-y, gdzie konkurencja jest ogromna, a klienci porównują wszystko: cenę, spalanie, ekran, gwarancję, wielkość bagażnika, prestiż marki, resztę wartości i realny komfort rodzinnego użytkowania.


Tiggo 4 formalnie najbliżej ma do segmentu B-SUV, ale jego wymiary, cena i rodzaj napędu sprawiają, że realna lista konkurentów jest dużo szersza. To nie jest tylko rywal Toyoty Yaris Cross. Klient oglądający Tiggo 4 może równolegle rozważać MG ZS Hybrid+, Dacię Duster Hybrid, Renault Captura, Forda Pumę, Skodę Kamiq, Volkswagena T-Crossa, Seata Aronę, Hyundaia Bayona, Kię Stonic, Nissana Juke’a, Opla Fronterę, Suzuki Vitarę, Suzuki S-Crossa, Citroena C3 Aircrossa, a nawet Omodę 5.
To pokazuje, jak skomplikowany i konkurencyjny jest dziś rynek na tej półce cenowej. Jedne auta są tańsze, ale mają tylko silnik benzynowy. Inne są hybrydami, ale kosztują dużo więcej. Jeszcze inne oferują większe nadwozie, ale gorsze wyposażenie. Do tego dochodzą promocje, rabaty, roczniki 2025, finansowanie, pakiety ubezpieczeniowe i ceny specjalne.
|
Model |
Napęd |
Cena od |
|
Chery Tiggo 4 Hybrid |
pełna hybryda |
95 900 zł |
|
MG ZS Hybrid+ |
pełna hybryda |
od ok. 98 900 zł |
|
Toyota Yaris Cross Hybrid |
pełna hybryda |
od ok. 105 300 zł w cenie specjalnej |
|
Dacia Duster Hybrid 155 |
pełna hybryda |
od ok. 112 000–123 000 zł zależnie od oferty |
|
Renault Captur full hybrid E-Tech 160 |
pełna hybryda |
zwykle od ok. 122 000–125 000 zł w ofertach dealerskich |
|
Mitsubishi ASX |
benzyna / mild hybrid |
od ok. 90 000 zł promocyjnie |
|
Nissan Juke |
benzyna / hybryda |
od ok. 107 900 zł, hybryda drożej |
|
Ford Puma |
mild hybrid |
od ok. 99 900 zł |
|
Hyundai Bayon |
benzyna |
od ok. 86 700 zł promocyjnie |
|
Kia Stonic |
benzyna / mild hybrid |
od ok. 90 990 zł, MHEV drożej |
|
Skoda Kamiq |
benzyna |
od ok. 89 900 zł |
|
Volkswagen T-Cross |
benzyna |
od ok. 86 290 zł w cenie specjalnej |
|
Seat Arona |
benzyna |
od ok. 79 900 zł w cenie specjalnej |
|
Suzuki Vitara |
mild hybrid |
od ok. 107 100 zł |
|
Suzuki S-Cross |
mild hybrid |
od ok. 99 900 zł promocyjnie |
|
Citroen C3 Aircross |
benzyna / mild hybrid / elektryk |
od ok. 84 900 zł |
|
Opel Frontera |
mild hybrid / elektryk |
od ok. 104 500 zł |
|
Omoda 5 |
benzyna |
od ok. 107 900 zł promocyjnie |
|
Omoda 5 Hybrid |
pełna hybryda |
od ok. 116 500 zł promocyjnie |
Najważniejszy wniosek jest prosty: Tiggo 4 nie jest najtańszym crossoverem na rynku, ale jako pełna hybryda z automatem i bogatym wyposażeniem ma dobrą cenę. Szczególnie jeśli porównujemy go nie z bazowymi, benzynowymi wersjami konkurentów, ale z autami o podobnym poziomie wyposażenia i podobnym typie napędu.


Chery Tiggo 4 Hybrid ma 4320 mm długości, 1831 mm szerokości, 1653 mm wysokości i 2610 mm rozstawu osi. To nie jest maleńki crossover miejski. Auto jest wyraźnie większe od wielu klasycznych przedstawicieli segmentu B-SUV.
Napęd jest klasyczną pełną hybrydą, bez ładowania z gniazdka. Pod maską pracuje benzynowy, wolnossący silnik 1.5 o mocy 95 KM, połączony z mocnym silnikiem elektrycznym. Moc systemowa wynosi 163 KM, a maksymalny moment obrotowy układu to 260 Nm. Sam silnik elektryczny ma według danych producenta 204 KM i 310 Nm, co dobrze tłumaczy, dlaczego samochód tak chętnie reaguje przy miejskich prędkościach.
Akumulator trakcyjny ma pojemność 1,83 kWh brutto. To nie jest bateria pozwalająca na jazdę elektryczną w rozumieniu plug-ina, ale w hybrydzie tej klasy jest to sensowna pojemność, pozwalająca bardzo często ruszać, toczyć się i manewrować w trybie EV. Producent deklaruje przyspieszenie 0–100 km/h w 8,9 sekundy, prędkość maksymalną 150 km/h, średnie zużycie paliwa 5,3 l/100 km i zasięg do 950 km.
Bagażnik ma 430 litrów pojemności, a po złożeniu kanapy 1190 litrów. Zbiornik paliwa mieści 51 litrów. Masa własna wynosi 1550 kg.

Tiggo 4 to klasycznie narysowany SUV: wysoki, dość masywny, z dużym grillem, prostymi bokami i sylwetką, która ma się podobać szerokiej grupie klientów. To może być zaleta. W segmencie, w którym wiele aut próbuje na siłę wyglądać dynamicznie, Tiggo 4 wygląda po prostu normalnie. Ma zwykłe klamki, normalne lusterka, klasyczną bryłę. Wygląda elegancko i atrakcyjnie, ale jego największą siłą nie jest efekt „wow” na parkingu, tylko proporcja ceny do wielkości i wyposażenia.

Największe zaskoczenie przychodzi po otwarciu drzwi. Tiggo 4 kosztuje około 100 tysięcy złotych, ale wnętrze nie wygląda jak wnętrze samochodu za 100 tysięcy złotych. Jest tu raczej klimat aut za 150–200 tysięcy złotych.
Kokpit jest nowoczesny, ale nie przekombinowany. Przed kierowcą są dwa ekrany o przekątnej 12,3 cala, ukryte pod jedną taflą. Wygląda to efektownie, szczególnie w tej klasie cenowej. Grafika systemu nie jest idealna — kolory menu sprawiają momentami wrażenie lekko wyblakłych, a interfejs jest znacznie prostszy niż w modelach 2 razy droższych. Ale szybkość działania, wielkość ekranów i ogólny efekt są bardzo dobre.
Bardzo ważne jest to, że Chery nie schowało wszystkiego w ekranie. Mamy fizyczne przyciski, osobne sterowanie wybranymi funkcjami, normalną regulację lusterek, zwykłe klamki i logicznie rozmieszczone podstawowe elementy. To duży plus. W czasach, gdy nawet droższe samochody każą szukać prostych funkcji w tablecie, Tiggo 4 potrafi być zaskakująco praktyczne.
Są jednak irytujące drobiazgi. Gniazdo USB jest trudno dostępne. Brakuje ładowarki indukcyjnej. Nie ma fabrycznej nawigacji, choć obecność bezprzewodowego Apple CarPlay i Android Auto w dużej mierze rozwiązuje ten problem. Szkoda też, że dźwignia skrzyni biegów nie trafiła przy kierownicę, bo przy takim układzie wnętrza zwolniłoby to sporo miejsca w tunelu środkowym.

Z przodu siedzi się wygodnie. Fotele są komfortowe, pozycja za kierownicą jest wysoka, widoczność dobra, a ilość miejsca zaskakująco duża. Tiggo ma elektrycznie sterowany fotel kierowcy, ale prawy fotel był regulowany ręcznie. To detal, który przypomina, że mamy do czynienia z autem budżetowo wycenionym, nawet jeśli jego wnętrze próbuje grać wyżej.
Dobrze też wypada drugi rząd. Z tyłu jest naprawdę dużo miejsca. Kanapa jest wygodna, pasażerowie mają sporo przestrzeni na nogi i nad głową, a ogólne wrażenie jest takie, że Tiggo 4 może bez problemu pełnić funkcję taniego auta rodzinnego. Wysokie nadwozie działa tutaj na korzyść. Auto nie wygląda może dzięki temu szczególnie dynamicznie, ale w środku daje poczucie swobody.

Bagażnik ma 430 litrów, więc na papierze wygląda bardzo dobrze. Jest spory i rodzinny, ale ma jedną istotną cechę: widoczne wybrzuszenie związane z umiejscowieniem akumulatora. W praktyce oznacza to, że kufer jest pojemny, lecz nie tak ustawny, jak sugerowałaby sama liczba litrów. Nie ma też koła zapasowego.
W codziennym użytkowaniu bagażnik będzie wystarczający dla rodziny, zakupów, krótkiego wyjazdu i normalnego życia. Trzeba tylko pamiętać, że konkurenci z pozornie mniejszymi bagażnikami mogą czasami oferować bardziej regularny kształt przestrzeni.
Na minus: klapa z tyłu jest ciężka i jest obsługiwana ręcznie. Przy tej cenie można to zaakceptować, ale przy ogólnym poziomie wyposażenia auta aż chce się zapytać, dlaczego nie dorzucono elektrycznego otwierania. Maska silnika ma natomiast teleskopy.
Jednym z najlepszych elementów Tiggo 4 jest system kamer 360 stopni. Jakość obrazu jest bardzo dobra, lepsza niż można byłoby oczekiwać po samochodzie w tej cenie. Widok z kamer pomaga przy parkowaniu, manewrowaniu i dojeżdżaniu do krawężników. To nie jest symboliczny dodatek z rozmytym obrazem, ale realnie użyteczne narzędzie.
Bezprzewodowy Apple CarPlay i Android Auto działają jako naturalne uzupełnienie systemu. Brak fabrycznej nawigacji przestaje przeszkadzać, bo i tak większość kierowców będzie korzystać z Google Maps, Apple Maps lub Waze.
Zaskakująco dobrze wypada system audio. To nie jest markowy zestaw klasy premium, ale dźwięk jest lepszy, niż sugerowałaby cena samochodu. W codziennym słuchaniu muzyki Tiggo 4 wypada naprawdę przyjemnie. To jeden z tych elementów, które budują wrażenie, że siedzimy w aucie droższym, niż jest w rzeczywistości.
W mieście auto jest ciche, szybkie i bardzo sprawne. Rusza miękko, często korzysta z napędu elektrycznego, dobrze reaguje na gaz i nie sprawia wrażenia ociężałego. Moc 163 KM w samochodzie tej klasy jest więcej niż wystarczająca, a elektryczne wsparcie daje natychmiastową reakcję przy niskich prędkościach. To właśnie dlatego Tiggo 4 najlepiej czuje się w mieście, na obwodnicach, drogach ekspresowych i zwykłych krajówkach.
W naszym teście spalanie w mieście, przy dynamicznej jeździe i częstym korzystaniu z trybu Sport, wynosiło około 5–6 l/100 km. To bardzo dobry wynik. Przy spokojniejszej jeździe można realnie zejść niżej. W trasie zużycie paliwa rośnie, ale nie w sposób dramatyczny. Przy 110–120 km/h auto nadal ma sens. Przy 140 km/h zaczyna już być wyraźnie mniej oszczędne i głośniejsze, ale tego należy oczekiwać po wysokim crossoverze z wolnossącym silnikiem i hybrydową przekładnią.
Najważniejsze jest jednak to, że nie trzeba wciskać gazu do podłogi, żeby Tiggo 4 jechało sprawnie. Jeśli kierowca nauczy się korzystać z momentu elektryka i nie będzie prowokował układu do gwałtownego wchodzenia na obroty, samochód odwdzięczy się płynną, cichą i oszczędną jazdą.
Na autostradzie do około 120 km/h jest dobrze. Powyżej tej prędkości zaczynają być bardziej słyszalne szumy powietrza i silnik. Czy to wada? Częściowo tak. Ale trzeba zachować proporcje. Mówimy o samochodzie za około 100 tysięcy złotych, wysokim crossoverze z segmentu B. W tej klasie trudno oczekiwać przy wysokich prędkościach ciszy limuzyny.

Tryb Sport wyraźnie zmienia charakter samochodu. Tiggo 4 staje się wtedy bardziej bezpośrednie, chętniej reaguje na gaz i sprawia wrażenie o 100 procent żywszego. Aktywacja tego trybu jest dziwna, bo samochód przy okazji zaczyna sam przyspieszać.
Szkoda też, że trybu Sport nie da się ustawić na stałe. Po ponownym uruchomieniu samochodu trzeba wracać do ustawień. To typowy drobiazg, który w codziennym użytkowaniu może irytować. Nie dlatego, że samochód bez trybu Sport jest powolny, ale dlatego, że właśnie w Sport Tiggo 4 daje najwięcej frajdy z prowadzenia.
Przy mocnym wciśnięciu gazu silnik benzynowy wyraźnie wyje. To nie jest dźwięk sportowej jazdy, tylko typowe zachowanie hybrydy, w której jednostka spalinowa musi wejść na wysokie obroty. Warto jednak podkreślić: w normalnej jeździe nie trzeba tego robić. Tiggo 4 potrafi być szybkie bez gazu w podłodze. To było widać na warszawskich światłach, gdzie bardzo często reszta stawki zostawała z tyłu.

Tiggo 4 jest zwrotne, łatwe do wyczucia i precyzyjne jak na rodzinnego crossovera. Nie jest sportowe, ale daje kierowcy dobre poczucie kontroli. W mieście manewruje się nim bardzo łatwo, a na szybszych drogach samochód jest stabilny.
Auto nie buja się przesadnie, dobrze znosi szybkie zmiany kierunku i nie sprawia wrażenia ciężkiego pontonu. Na gorszych nawierzchniach czuć jednak, że komfort nie jest priorytetem absolutnym. To kompromis: Chery wybrało bardziej zwarte prowadzenie kosztem miękkości.
Na wybojach Tiggo 4 daje wyraźnie znać, że jest tanim samochodem i powinniśmy zmniejszyć prędkość.

Tiggo 4 ma bogaty zestaw systemów wsparcia kierowcy. Jest adaptacyjny tempomat, systemy utrzymywania pasa, rozpoznawanie znaków, monitorowanie uwagi kierowcy i cały pakiet asystentów, których dziś wymagamy od nowoczesnego auta. Na papierze wygląda to bardzo dobrze, a wiele funkcji działa poprawnie.
Niektóre ostrzeżenia potrafią być zbyt częste, a część systemów kierowca będzie chciał wyłączać. Na szczęście dostęp do wielu ustawień jest dość szybki.
Adaptacyjny tempomat działa sensownie i w codziennej jeździe będzie jedną z częściej używanych funkcji. Kamery 360 stopni, czujniki parkowania i dobra widoczność sprawiają natomiast, że Tiggo 4 jest łatwe do opanowania mimo dość wysokiego nadwozia.

Lista minusów nie jest krótka, ale większość z nich dotyczy szczegółów, a nie fundamentów samochodu. Najbardziej irytuje brak oświetlenia z tyłu. To drobiazg, który producent powinien poprawić natychmiast. Ciemno jest także w bagażniku – lampka jest tam tragiczna. Drugi minus to brak ładowarki indukcyjnej. Trzeci — brak fabrycznej nawigacji, choć tutaj sytuację ratuje bezprzewodowy CarPlay i Android Auto.
Szkoda też, że tylna klapa jest ręczna, prawy fotel regulowany ręcznie, a gniazdo USB umieszczone w mało wygodnym miejscu. Do tego dochodzi wybrzuszenie w bagażniku, brak koła zapasowego, nieco dziwne menu systemu i tryb Sport, który jest świetny w działaniu, ale irytujący w obsłudze.
Automatyczna klimatyzacja też nie zawsze działa tak, jak byśmy chcieli. Lepiej ustawić ją ręcznie i ograniczyć siłę nawiewu, bo wtedy kabina jest przyjemniejsza. To kolejny przykład samochodu, który ma dużo technologii, ale czasami wymaga od kierowcy własnej korekty.


Najbardziej zaskakuje ogólne wrażenie jakości. Po przesiadce z dobrze wyposażonej Skody Superb 1.5 nie ma poczucia, że Tiggo 4 jest samochodem znacznie tańszym. Oczywiście różnice istnieją, ale nie są tak duże, jak można byłoby sądzić po cenie i segmencie.
Wnętrze wygląda drożej niż kosztuje. Fotele są wygodne. Z tyłu jest dużo miejsca. Audio gra zaskakująco dobrze. Kamery 360 stopni mają świetną jakość. Hybryda w mieście jest cicha i oszczędna. Układ kierowniczy jest przyjemny. Samochód jest zwrotny, dynamiczny i nie męczy w codziennym użytkowaniu.
To właśnie suma tych elementów sprawia, że Tiggo 4 jest tak groźne dla konkurencji. Nie wygrywa jednym spektakularnym parametrem. Wygrywa tym, że za około 100 tysięcy złotych daje bardzo dużo rzeczy naraz.

Chery Tiggo 4 Hybrid nie jest samochodem bez wad. Brakuje mu kilku prostych elementów wyposażenia, ma czasami dziwne decyzje ergonomiczne, nie ma jeszcze za sobą lat obecności na polskim rynku.
Ale trzeba napisać, że to bardzo udany samochód. W mieście jest cichy, dynamiczny i oszczędny. W trasie daje radę, o ile nie oczekujemy od niego limuzynowej ciszy przy 140 km/h. W środku jest przestronny i dobrze wyposażony. Ma świetne kamery, niezłe audio, wygodne fotele, dużo miejsca z tyłu i napęd, który realnie zużywa mało paliwa.
Największym komplementem dla Tiggo 4 jest to, że po kilku dniach przestajemy myśleć o nim jak o „chińskim samochodzie za małe pieniądze”. Zaczynamy myśleć o nim jak o normalnym, dobrze wyposażonym, rodzinnym crossoverze, który kosztuje mniej niż większość podobnie skonfigurowanych rywali.
Czy poleciłbym go do jazdy próbnej osobie, która szuka hybrydowego SUV-a za około 100 tysięcy złotych? Zdecydowanie tak.
Na tym nie kończymy przygody z Chery. W planach mamy także test większego Tiggo 8 oraz flagowego Tiggo 9 PHEV — czyli samochodu Roberta Lewandowskiego.
