Serwis TELKO.in z naszym udziałem opublikował swoją prognozę na 2026 r. Spodziewamy się istotnych wydarzeń na rynku technologicznym, które nie wynikają z biznesowych, a z politycznych uwarunkowań. Z roku na rok takich wydarzeń będzie pewnie coraz więcej. Ale poza tym, jak zwykle, przewidywania co do rynkowych trendów i wydarzeń, mających źródło w biznesie.
Ostatnie dni 2025 r. przyniosły duże zmiany personalne w Grupie Polsat Plus. Dotyczy to także Polkomtela, operatora sieci Plus, którego prezesem został Maciej Stec. Roszad personalnych w firmie można dokonać szybko, trudniej i dłużej trwa wprowadzanie zmian jakościowych w organizacji.
Od bardzo długiego czasu jednym z widocznych problemów sieci Plus jest oddawanie pozycji w obszarze przenoszenia numerów komórkowych (MNP). Popatrzmy, jak to wygląda w liczbach. Ostatnim rokiem, kiedy Plus zanotował pozytywny bilans, był rok 2020, kiedy na operacjach MNP zdobył netto ok. 72,9 kart SIM. W 2021 r. stracił już jednak 52,6 tys. numerów, w 2022 r. ‒ 118 tys., w 2023 r. aż 207 tys., w 2024 r. - 115 tys., a w trzech kwartałach 2025 r. ‒ 103 tys. W sumie oznacza to stratę blisko 600 tys. klientów przez 5 lat i to bez wyników ostatniego kwartału 2025 r. A trudno zakładać, że w końcówce 2025 r. Plus wyrwał się z tego „zaklętego kręgu”. Ogólnego obrazu nie poprawia fakt, że dość dobrze w MNP radzi sobie Premium Mobile ‒ MVNO z grupy Polsat Plus. To bowiem Plus jest komórkową wizytówką Polkomtela.
Sygnał od klientów dla menedżerów Polkomtela jest jednoznaczny ‒ z jakiegoś powodu lepiej oceniają ofertę i jakość usług konkurentów. Oczywiście statystyki, które co kwartał publikuje Urząd Komunikacji Elektronicznej, nie mówią wszystkiego o pozycji operatora na rynku, ale w przypadku Plusa, który od lat dziesiątkami tysięcy oddaje numery swoim konkurentom, musi to być niepokojące. Nie zawsze warto walczyć o udział w rynku (co oznacza niskie ceny), ale jeżeli spadnie on za nisko, zaczyna się spirala kłopotów. Tymczasem w przypadku Plusa nie jest to jeden gorszy kwartał czy nawet rok, ale kilka lat oddawania rynku. Pamiętamy, poprzedni cykl, kiedy strategia operatora była odmienna: był liderem MNP. Chyba czas już wrócić do wzrostów.
Nowy prezes Polkomtela nie ma wyjścia i musi coś zrobić. Chyba że czeka, aż media ogłoszą za 2-3 lata, że Plus przebił próg miliona klientów oddanych konkurentom w wyniku przenoszenia numerów w okresie 7 czy 8 lat.
Prognozujemy, że w tym roku operator podejmuje wysiłek, by uatrakcyjnić swoją ofertę komórkową, tak by odwrócić negatywny trend w MNP i to mu się uda, choć niekoniecznie od razu w I kwartale roku. Pomóc mogą inwestycje w budowę sieci 5G.
Przesądza o tym zarówno klincz polityczny na linii rząd – prezydent, jak i ryzyko konfliktu handlowego z USA.
Główne założenia dotyczące podatku cyfrowego resort cyfryzacji przedstawił w sierpniu ub.r. Choć w listopadzie wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski zapowiadał przedstawienie na początku 2026 r. przepisów dotyczących opodatkowania big techów (planowane wpływy miały sięgnąć 2,5 mld zł rocznie), to minister finansów Andrzej Domański już we wrześniu ocenił, że przy obecnym prezydencie RP szanse na uchwalenie podatku są „bardzo niskie”. Dodatkowo wskazał, że planowana konstrukcja miałaby charakter opłaty, a nie podatku, co ograniczałoby realne wpływy budżetowe.
Istotnym czynnikiem jest także presja ze strony administracji Donalda Trumpa, który zapowiada nakładanie dodatkowych ceł na kraje wprowadzające podatki dla bigtechów. Resort cyfryzacji chce, aby opłata obowiązywała firmy o rocznych przychodach wynoszących co najmniej 750 mln euro rocznie w ujęciu globalnym, ale ma być pobierana od przychodów osiąganych w Polsce. Podobne opłaty obowiązują już we Francji, Szwecji, Włoszech i Austrii. Podatek cyfrowy ma zresztą uderzyć nie tylko w amerykańskie firmy technologiczne, lecz także w chińskie platformy e-commerce, takie jak Shein czy Temu.
W 2026 r. Plus i Play nie domkną porozumienia o wspólnej sieci zarządzanej przez Cellnex Polska. Taki projekt w teorii brzmi racjonalnie, ale w praktyce wymaga równowagi interesów i realnej symetrii wkładów, a tej dziś nie widać.
Play ma rozbudowaną sieć i większą swobodę negocjacyjną (nadajniki ma własne, polkomtelowe formalnie należą do Cellnexu), więc nie musi spieszyć się z kolejną dużą integracją, która komplikuje zarządzanie radiem, modernizacją i harmonogramem rozwoju 5G. Dla Plusa wspólna sieć byłaby sposobem na szybkie nadgonienie zasięgu i jakości sieci, ale niefrasobliwe wejście w taki model na lata osłabiłoby jego pozycję, oddając ster w obszarze, który jest najważniejszą kartą przetargową w relacjach hurtowych. To dlatego w 2026 r. bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym Plus zacznie zwiększać własny wysiłek inwestycyjny w stacje bazowe i w warstwę 5G, szczególnie tam, gdzie dziś odstaje od konkurentów. Dopiero budowa lub istotne wzmocnienie własnej infrastruktury daje mu przestrzeń do rozmów z Playem na warunkach innych niż „szybki ratunek”, a równocześnie sprawia, że ewentualna integracja w modelu Cellnex staje się projektem równoważnym, a nie jednostronnym. W tym układzie najbardziej zainteresowanym aktorem jest Cellnex, bo operacyjna integracja dwóch dużych sieci radiowych byłaby dla niego jednym z największych, najbardziej materialnych projektów w Polsce, z potencjałem do poprawy efektywności kosztowej.
Pierwszy raz w dorocznych prognozach zdecydowaliśmy się publikować estymacje dotyczące indeksów cen usług mobilnych i szerokopasmowych. Bazujemy na prostej ekstrapolacji danych historycznych z poprawką na przewidywane strategie operatorów.
Jeżeli chodzi o indeks cen usług szerokopasmowych, to w 2025 r. notowaliśmy tendencję spadkową, która stanowiła odwrócenie 3-letniego trendu wzrostowego. Na rynku trwa zażarta walka o udziały, związana z oddawaniem do eksploatacji nowych zasięgów budowanych ze środków publicznych i prywatnych przez właścicieli sieci otwartych. To się przekłada także na rywalizację o klienta końcowego na terenach zurbanizowanych, gdzie produktów hurtowych co prawda nie ma, ale istnieje konkurencja infrastrukturalna ‒ aktualnie spotęgowana przez start sieci 5G w paśmie C.
Że rynek szerokopasmowy jest trudny, czytamy w każdym raporcie kwartalnym operatorów i słyszymy w każdej kuluarowej dyskusji. Prognoza, że indeks jesienią 2026 r. znajdzie się w przedziale 62-63 zł, oznacza, że rynek się ustabilizuje. Dlaczego tak sądzimy? Wydaje nam się, że równoważyć się będzie chęć do zwiększania udziałów w rynku z obawą przed nadmiernym spadkiem cen wobec wciąż dużych potrzeb inwestycyjnych oraz kosztów konsolidacji.
Krótkoterminowe prognozowanie w długoterminowych trendach jest co prawda zawsze obarczone dużym ryzykiem. Skąd mamy wiedzieć, czy np. Play nie postawił sobie celu, by w 2026 r. zwiększyć udział w rynku o dalsze 3 pkt. proc., i że nie zastosuje wobec tego odpowiedniej strategii cenowej? Tak się może zdarzyć. Stabilizacja cen wydaje nam się scenariuszem realnym z przesunięciem w kierunku optymizmu. My jednak na to właśnie stawiamy.
Nie myślimy co prawda o masowej komercjalizacji, a bardziej o dalszej rozbudowie i porządkowaniu fundamentów 5G w pasmach 3600 MHz i 700 MHz oraz kontynuacji testów wariantu stand-alone (SA). Technologicznie 5G SA daje operatorom kilka istotnych przewag, ale większość z nich ma sens dopiero wtedy, gdy jest skala, dojrzała sieć i realny ekosystem urządzeń. Z perspektywy operatora, SA oznacza możliwość uruchamiania usług o gwarantowanych parametrach (w tym network slicingu), lepszą kontrolę opóźnień i stabilności, sprawniejsze zarządzanie ruchem w sieci, a także większą elastyczność w budowie nowych usług dla biznesu, na przykład prywatnych sieci, rozwiązań przemysłowych czy ofert wrażliwych na opóźnienia.
W dłuższym horyzoncie do tego dochodzi lepsza efektywność kosztowa, bo SA pozwala budować prostszą architekturę bez „kotwicy” LTE, i ułatwia dalszą automatyzację sieci. Problem polega na tym, że w 2026 r. te korzyści będą wciąż ograniczone przez małą liczbę terminali w pełni gotowych na SA, przez ostrożność operatorów w przechodzeniu na nowy model rdzenia oraz przez to, że większość klientów nie odczuje dużej różnicy w codziennym użyciu względem dobrze działającego 5G NSA. Dlatego realny ciężar inwestycyjny nadal będzie na pokryciu, pojemności i jakości warstwy radiowej 3600 MHz i 700 MHz, a SA pozostanie głównie narzędziem pilotaży i przygotowania oferty dla segmentu B2B, zamiast przełomem konsumenckim. Technologia wreszcie ruszy, ale raczej na niewielką skalę.
Cyberatak z użyciem złośliwego oprogramowania mógłby doprowadzić do przejęcia kontroli nad niedoinwestowaną przesyłową siecią energetyczną oraz przestarzałymi systemami sterowania w Polsce. W efekcie operatorzy mogliby zostać zmuszeni do awaryjnego odłączenia niektórych segmentów sieci energetycznej, co groziłoby ogólnokrajowymi zakłóceniami w dostawach energii, a w skrajnym scenariuszu – kilkudniowym blackoutem, podobnym do tego, który w 2025 r. dotknął Hiszpanię, Portugalię i Francję.
Choć podobne ryzyko sygnalizowaliśmy już w 2023 r. i wówczas nie doszło do jego materializacji, obecnie sytuacja geopolityczna jest wyraźnie bardziej napięta. Wystarczy przypomnieć testowanie przez Rosję reakcji naszego kraju na wtargnięcie w jego granicę eskadry bezzałogowców. Rosjanie mogą testować dalej, bo tworzenie atmosfery niepewności i zagrożenia należy do tanich, a skutecznych środków w ich arsenale. Według szacunków Urzędu Regulacji Energetyki, blackout w Polsce mógłby oznaczać straty gospodarcze rzędu ok. 40 mld zł dziennie.
Z prognozami M&A nie wyszło nam zbyt dobrze w ubiegłym roku. Może w tym będzie lepiej, choć trzeba stwierdzić, że to najbardziej ryzykowny obszar do prognozowania, na którym ‒ historycznie ‒ zaliczamy najwięcej błędów. Czy tym razem będzie podobnie?
Fakty są takie, że Orange wraz ze swoim finansowym partnerem zawarł wstępną umowę przejęcia Nexery oraz że Play/Polski Światłowód Otwarty przegrały w tej rywalizacji. Jeżeli Bloomberg twierdzi, że fundusz Macquarie rozpoczął (znowu) procedurę poszukiwania chętnych kupców na Fiberhost oraz INEA, to można przyjąć, że to również jest fakt. Skoro Play też chciał kupić Nexerę, to na pewno będzie zdeterminowany, żeby udało się z Fiberhostem, i żeby nie dać się zdystansować na rynku Orange’owi. Grupa Playa planuje przecież osiągnąć 6 mln adresów w zasięgu swojej sieci i od początku było jasne, że bez dużej akwizycji to nie jest możliwe. Zakup sieci od Vectry umocnił pozycję PŚO na rynku infrastrukturalnym, ale zasięgu znacząco nie podniósł (znaczna część zakupionej sieci stanowiła nakładkę).
Orange z kolei po przejęciu Nexery, będąc na 800 tys. adresów „do przodu”, jest też przed koniecznością integracji nowego nabytku i ‒ przynajmniej pośredniego ‒ obciążenia finansowego kosztami przejęcia Nexery. Czy Orange w ogóle nie należy liczyć w walce o Fiberhost/INEA? Naszym zdaniem nie, ale determinacja Playa/PŚO powinna być istotnie wyższa. Trzeba tutaj dodać, że późną jesienią 2025 r. w Fiberhoście zapanowało nagłe zamieszanie, które pasowałoby do sytuacji, w której Play rzuca na stół atrakcyjną ofertę z krótkim terminem na decyzję. W ten ponoć sposób grupa Iliad postąpiła z poprzednimi właścicielami Playa, nie dając im czasu na lawirowanie i poszukiwanie kontroferty.
Przykład Nexery pokazuje, że inwestorzy finansowi nie mogą dzisiaj zaoferować takich wycen, jak inwestorzy branżowi. Czy ktoś jeszcze może rywalizować o Fiberhost/INEA? Wiadomo, że wielkopolską siecią detaliczną zainteresowany był także T-Mobile, o Nexerę ponoć się nie ubiegał. Byłoby bardzo ciekawe, gdyby dwaj operatorzy podzielili się aktywami Macquarie - Play/PŚO wziął Fiberhost a T-Mobile INEA. Nam to się jednak wydaje mało prawdopodobne wobec głębokich związków operacyjnych pomiędzy INEA a Fiberhostem.
Trzeba uczynić jedno zastrzeżenie: biznesową logikę mogą zmienić uwarunkowania regulacyjne. Jeżeli chodzi o konsolidację hurtowników, to na razie doktryna zakłada, że skoro współpracują z licznymi partnerami detalicznymi, to interes konsumenta jest zabezpieczony także po przejęciu. Inaczej może być z INEA, zwłaszcza gdyby analiza obejmowała rynki lokalne a nie rynek ogólnopolski. W takiej sytuacji może się okazać, że Macquarie musi (choć może wcale nie uzyska lepszej wyceny) sprzedawać swoje aktywa w kawałkach.
Jeżeli Play rzeczywiście złożył dobrą ofertę na Fiberhost, to usłyszeć o tym możemy jeszcze w pierwszej połowie roku.
Jednym z wyzwań, przed którymi stanęli beneficjenci konkursów KPO na dofinansowanie budowy sieci, jest krótki czas na realizację inwestycji. W zależności od konkursu, z którego otrzymali dotację, mają czas do połowy 2026 r. lub do końca sierpnia 2026 r. Dla wielu to tempo ekspresowe, zważywszy na fakt, że realizacja inwestycji liniowych w Polsce wiąże się z wieloma czasochłonnymi formalnościami. Urzędnicy nie zawsze znajdują zrozumienie dla inwestorów, których czas goni ‒ jak w przypadku projektów z KPO. Według listy ogłoszonej przez Centrum Projektów Polska Cyfrowa, w czterech konkursach KPO jest realizowanych blisko 300 projektów budowy sieci. Niektórzy z operatorów, którzy podjęli wyzwanie, nie ukrywają nadziei na wydłużenie terminów przynajmniej o kilka miesięcy. Teoretycznie jest to możliwe, bowiem w sierpniu Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej, Komisja Europejska wyraziła zgodę na wydłużenie rozliczania polskiego KPO do końca 2026 r.
Na razie jednak ani resort polityki regionalnej, ani CPPC, ani Ministerstwo Cyfryzacji nie potwierdzają inwestorom KPO, że na wydłużenie terminów można liczyć. Jednak np. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa we wrześniu ogłosiła, że nie 24, ale 28 miesięcy będą miały podmioty z sektora przechowalniczo-dystrybucyjnego i rolno-spożywczego na realizację zaplanowanych w ramach KPO przedsięwzięć. Zadbało o to Ministerstwo Rolnictwa, wydając odpowiednie rozporządzenie. Prognozujemy, że na podobne rozstrzygnięcie będą mogli liczyć w najbliższych miesiącach beneficjenci KPO, budujący światłowody.
W listopadzie zaobserwowaliśmy pierwsze od ponad roku zatrzymanie trendu wzrostowego wartości indeksu cen komórkowych wyliczanego przez TELKO.in. Pomimo zauważalnych roszad w ofertach operatorów i rosnących cen najtańszych pakietów, po miesiącach systematycznych podwyżek średnich cen abonamentów (od 41,89 zł w lipcu 2024 r., poprzez wzrosty w marcu, czerwcu i sierpniu 2025 r., po listopadowe 47,49 zł) rynek wchodzi w fazę stabilizacji.
Wejście w rok 2026 odbywa się w warunkach ograniczonej presji kosztowej i bez sygnałów zapowiadających gwałtowne ruchy cenowe, co może oznaczać stabilizację dla rynku usług mobilnych ‒ przynajmniej w krótkiej perspektywie.
Trudno ocenić, kiedy nowelizacja KSC wejdzie w życie i czy na pewno w… bieżącym roku. Stawiamy jednak tezę, że ‒ po pierwsze ‒ wejdzie, a po drugie mechanizm określenia dostawców wysokiego ryzyka (DWR) zostanie szybko wykorzystany. Za trafną prognozę uznamy nawet fakt, że taka procedura w ogóle została wszczęta, a nawet nie dokończona. Bo nie o blokadę DWR w istocie będzie chodziło.
Ubiegły rok pokazał, że świat na pełną skalę wchodzi w globalną wojnę gospodarczą. Wolny rynek jest passe. Dzisiaj na topie jest obrona regionalnych i narodowych interesów ekonomicznych. Środki napadu w tej wojnie są różne: cła importowe, ograniczenia w transferze technologii (fotolitografia) i produktów zaawansowanych (chipy), surowców strategicznych (kopaliny energonośne i metale ziem rzadkich), czy specpodatki (jak podatek cyfrowy, o którym pisaliśmy wyżej) itp. W takiej sytuacji możliwość ograniczenia importu zaawansowanych technologii sieciowych z kraju, którego eksport ‒ jak walec ‒ przetacza się przez świat, a który sam limituje dostęp do swojego rynku, wydaje się oczywista. Raczej nie dlatego, że ktoś uważa te produkty sieciowe za realne zagrożenie, tylko że pod presją blokady można coś wytargować ‒ np. korzystne warunki na eksport miedzi i mleka.
Atmosfera wokół relacji handlowych z Chinami pogarsza się i w Polsce, i w Europie. Wystarczy wskazać kwestię ceł na niewielkie przesyłki z Chin, które przez Temu i AliExpress zaczęły zalewać Europę bezpośrednio ‒ bez żadnej marży dla europejskiego handlu. Kolejny sygnał, to niedawno opublikowany raport Ośrodka Studiów Wschodnich na temat potencjalnego zagrożenia ze strony naszpikowanych elektroniką chińskich samochodów ‒ tytuł raportu bardzo znamienny: „Smartfony na kółkach”. Brzmi znajomo? Czy to nie sygnał wprowadzenia ściślejszej kontroli nad rosnącym w trzycyfrowym tempie importem samochodów z Chin?
Wszczęcie procedury DWR wobec Huawei i ZTE wydaje się w tej sytuacji wysoce prawdopodobne. Być może dlatego nudna, zużyta, monotonna i wyzuta z nowych argumentów walka o przyjęcie nowelizacji KSC w proponowanym przez rząd kształcie nabrała w Sejmie nowej werwy. A przed nami jeszcze Senat i podpis prezydenta. Wydaje się jednak, że oponenci ustawy powinni już przesuwać ciężar wysiłków z prób jej blokowania na negocjacje o to, jaki będzie zakres DWR. Pewnych rzeczy nie da się powstrzymać, można tylko limitować straty.